RADOSNY STRES KUPOWANIA MIESZKANIA

By Ola Lewczuk - 3/02/2015



Kto nie marzy o własnym eM lub domu z ogródkiem? Niektórzy batalie (a może całkiem przyjemne zakupy?) mają już za sobą, jednak sporą część czytelników nadal czeka trudny proces poszukiwania, negocjacji i realizacji zakupu własnego gniazdka. Szukając zdjęć do dzisiejszego posta i przeglądając wiele stron, między innymi PINTEREST, który stanowi moją najbogatszą kopalnię, ale również strony deweloperów np. http://apm-development.com.pl/,  przypominałam sobie nasze doświadczenia sprzed kilku lat. Myślałam o tym, jakie wyznaczyliśmy sobie priorytety, czym się kierowaliśmy, w jaki sposób próbowaliśmy uzyskać najlepszą cenę. Przede wszystkim wybraliśmy lokalizację, która była jednym z najważniejszych warunków zakupu, a następnie ustaliliśmy średnią cenę za metr kwadratowy mieszkania w tej części miasta. Rozpiętość cenowa nawet w Białymstoku była i jest dosyć duża, więc poznanie rynku było podstawą do wyboru spośród wielu ofert. Nasz zakup postanowiliśmy zorganizować bez pomocy pośrednika, za którą jak wiadomo, trzeba zazwyczaj słono zapłacić. Owszem, to na nas spoczął obowiązek znalezienia wszystkich odpowiadających nam ogłoszeń, ale dzięki temu zaoszczędziliśmy okrągłą sumkę, która potem pokryła koszty sądowe i notarialne ;) Kupując nowe mieszkanie stanęliśmy również przed dylematem- wybrać nowe mieszkanie w stanie surowym, wprost od dewelopera, czy postawić na rynek wtórny z gotową aranżacją wnętrz? Obie opcje mają swoje plusy i minusy i zależą przede wszystkich od naszych możliwości finansowych i niekiedy czasu oczekiwania na własny dom. W przypadku mieszkań z rynku wtórnego, możemy liczyć na dość szybką przeprowadzkę do mieszkania, z którego możemy korzystać od ręki. Jeśli mamy szczęście i poprzedni właściciele odświeżyli je tuż przed sprzedażą, a nasze gusta są zbliżone, przez kilka kolejnych lat możemy cieszyć się brakiem poważnych inwestycji. Decydując się na zakup nowego lokum od dewelopera, mamy większe pole manewru. Poczynając od ingerencji w rozkład pomieszczeń, poprzez szczegółowe rozplanowanie każdej z instalacji, a na każdym detalu designu kończąc. Stanowi to jednak niewątpliwie minus, jeśli dysponujemy na początek ograniczonymi finansami i chcemy jak najszybciej przeprowadzić się na swoje. Co jeszcze na pewno warto sprawdzić przed zakupem własnego eM? Czynsze i sposób naliczania opłat. Wydaje się to z pozoru banalne, jednak kiedy analizowaliśmy miesięczne koszty utrzymania mieszkania, okazało się, że różnice w opłatach pobieranych przez spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe są czasem kosmiczne- czynsze w starszych osiedlach były zazwyczaj wyższe o 100%, niż te naliczane przez wspólnoty. Wybierając pierwotnie lokalizację braliśmy oczywiście pod uwagę odległość od centrum, ale również od ewentualnych dużych arterii, które były już w planach zagospodarowania miejskiej przestrzeni. Nic tak nie psuje radości z mieszkania, jak wycięcie w pień lasu, na który spoglądasz z balkonu (to przecież miała być zielona dzielnica?!) lub poprowadzenie tuż pod oknem obwodnicy miasta. I na koniec, coś istotnego dla zmotoryzowanej części społeczeństwa :) Garaże i miejsca parkingowe. Mieszkamy na stosunkowo młodym osiedlu, pierwsze bloki, które tu powstały zapewniały względny komfort parkowania, jednak obserwuję każdego dnia, jak kolejni szczęśliwi posiadacze mieszkań w nowych apartamentowcach, walczą o kilka metrów dla swoich czterech kółek lub toczą boje ze... strażą miejską, regularnie karzącą tych, którzy nie zmieścili się na przydziałowych parkingach. Warto więc poświęcić chwilę na wywiad środowiskowy lub po prostu kupić sobie ten spokojny sen, inwestując w garaż.
Mam nadzieję, że NASZE doświadczenia pomogą chociaż odrobinę komuś, kto właśnie stoi przed realizacją, jak mniemam, swojego życiowego marzenia- kupna własnych czterech ścian. A jak dokładnie jest u Was? Macie to już za sobą? Zwracaliście uwagę na jeszcze inne aspekty zakupów? 










  • Share:

You Might Also Like

6 komentarzy

  1. Kilka razy w życiu kupowałam mieszkanie i przyznam, że opcja zakupu bezpośredniego jest najlepszym rozwiązaniem. Raz niestety korzystałam z biura nieruchomości pośredniczącego w sprzedaży i powiem wprost, pośrednictwo ograniczyło się do zainkasowania odpowiednio dużej, dużo za dużej kwoty. Wszystko załatwialiśmy sami. Wtopa biura nawet w dniu podpisywania aktu notarialnego nie miała końca, gdy się okazało, że pani z biura nie dostarczyła numeru konta bankowego gościa od którego kupowaliśmy mieszkanie.
    Teoretycznie mogłam się wykłócać, ale i tam sam proces zakupu był na tyle skomplikowany, że już wypompował moje siły.
    Kupowałam też mieszkanie bezpośrednio, gdzie szybko i sprawnie załatwiliśmy wszystkie sprawy papierowe. Sprzedając też mieszkanie nie chcę żadnych pośredników, bo biura stosują chwyty poniżej pasa aby tylko wyciągnąć kasę.
    Na nieszczęście często jest tak, że mieszkanie w lokalizacji jaka nas interesuje jest "obstawione" przez kilka biur i czasem za chiny nie da się obejść udziału biura.

    Na pytanie nowe czy z rynku wtórnego.... chyba jednak to drugie. Tu się kupuje produkt fizyczny czyli mieszkanie, które już jest, natomiast często z deweloperami jest tak, że kupujesz kota w worku. Biorąc też pod uwagę terytorium, na którym mieszkam, to działania deweloperów po prostu powalają na kolana.

    Też jestem szczęśliwą posiadaczką mieszkania, w którym teoretycznie było niewiele do zrobienia po przeprowadzce, ale dopiero w praniu okazało się ile mieszkanie ma mankamentów.

    Ufffff no to tyle mądrości w temacie.

    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Renatko, z tego wychodzi, że sposób na rozprawienie się z rynkiem mieszkaniowym mamy podobny :)
    A propos rzeczy do zrobienia w potencjalnie gotowym mieszkaniu- wciąż walczę ze sobą, jak tu Wam pokazać nasze dom :) Być może w końcu przełamię opór materii i zdjęcia before & after ukażą w pełnej krasie jak to czasem wszystko jest "gotowe" tylko z pozoru... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień dobry,
    Temat mi nieobcy - również przeszłam przez podobne rozważania. Ostatecznie mam mieszkanie od spółdzielni - świadomy wybór - mieszkanie w stanie surowym - miałam gdzie mieszkać jak się budowało i jak w tej budowie uczestniczyłam.
    Niestety ze względów finansowych musiałam pewne aspekty od razu odrzucić - widok z okien, wielkość. Ale za to mam wszędzie blisko i mam dobry układ funkcjonalny - pomimo mikro metrażu 37mkw. No i mam komórkę lokatorską - to też na dzień dzisiejszy istna rozpusta. Moja spółdzielnia buduje domy wielorodzinne (pospolicie bloki) jeszcze z naleciałością minionej epoki, bo mamy tzw. wózkownię, suszarnię, komórki lokatorskie. Czego już się nie uświadczy u wielu deweloperów nastawionych na zysk, a nie na zadowolenie mieszkańców.
    Chwalę sobie spółdzielnie nad wspólnoty, bo są to instytucje "z przeszłością", mogę się zawsze zwrócić z prośbą o pomoc, wsparcie, opiekę. - przynajmniej u mnie tak jest. To moje pierwsze mieszkanie, kupowane na kredyt, który będę spłacać do końca życia, ale decyzji bym nie zmieniła - no chyba poza tym że chciałabym większe i może ten widok - bo mam za oknem inny budynek. Zero zieleni, tylko dachy garaży sąsiedniej posesji.-Ale przy posiadanym budżecie to tylko mrzonki.
    Co mi nie pasuje na 100% to sąsiedzi - kompletnie nie przystosowani do życia w grupie - ale to nie temat dyskusji. (szkoda słów - społeczeństwo nam chamieje)
    podsumowując, zgadzam się z Waszą analizą (Twoją Olu i Renaty) - wszystko zależy od osobistych możliwości i potrzeb. Podstawa to zrobić sobie listę "za" i "przeciw" i samo wyjdzie na co można sobie pozwolić.
    Bo że trzeba być czujnym zarówno przy zakupie nowego jak i używanego to pewne. W jednym jak i drugim przypadku można się dać oszukać. - niestety. I mówię to jako pospolity Kowalski jak i projektant.
    pozdrawiam.
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to Kasiu właśnie zawsze jest jakiś kompromis... Najważniejsze jednak, że to TWOJE miejsce, stworzyłaś w nim swój dom i potrafiłaś to wszystko zorganizować. Mnie wszystkie spółdzielnie białostockie zaskakiwały wysokością czynszu i w niektórych przypadkach, również dziwną metodą rozliczania. Fajny sąsiad to skarb- moi są OK, ale dlatego, że spotkali się ludzie, którzy nie wchodzą sobie w drogę (no, poza jedną panią...) i sa dla siebie mili. I niech nie będzie gorzej ;)
      Ściskam!

      Usuń
  4. Anonimowy3/03/2015

    Może to dziwne, ale ja kila razy wybrałam się późnym wieczorem w okolice, gdzie miałam kupić mieszkanie. Chciałam posłuchać, jak tam jest w nocy. Sprawdzałam również, czy w samym bloku jest cicho, czy nie ma notorycznych imprez. Wiem, że nie udałoby mi się wyśledzić wszystkiego, ale codziennych balangowiczów bym namierzyła, a to już dla mnie powód, by mieszkania nie kupić. Nic gorszego niż wieczne imprezy za ścianą.
    Mieszkam w starym bloku. Nikt mi już nic przed oknem nie wybuduje :) Na osiedlu jest zieleń, drzewa. Duży minus - wspólnota a nie spółdzielnia. Wciąż brakuje pieniędzy na duże naprawy, awarie itp. Długo by pisać, ale kolejne mieszkanie kupię w bloku spółdzielczym, ale również w starej zabudowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to bardzo dobry pomysł, który nie przyszedł mi nigdy do głowy :) Może trochę dlatego, że od lat poruszaliśmy się w obrębie tej samej dzielnicy, pomiędzy blokami w promieniu 200 metrów, więc w zasadzie znaliśmy otoczenie jak własną kieszeń ;) Jestem zaskoczona pozytywną stroną spółdzielni- wspólnota nie jest pod wieloma względami tworem idealnym, ale w moim researchingu wygrywała cenami.
      Najważniejsze, że dobrze Ci się mieszka i jak pokazuje życie- zakup był udany :)

      Usuń