19 listopada 2014

A NÓŻ WIDELEC?

via flickr.com

via piterest

via pinterest

via pinterest

Kilka miesięcy temu dostałam od mojego teścia piękne stare sztućce. Większość mocno nadgryziona zębem czasu, ale taki nietypowy prezent bardzo mnie ucieszył. Zapakowałam je do pudełka i odłożyłam na półkę- postanowiłam, że spróbuję je odnowić i wyczyścić, kiedy w końcu czas nie będzie towarem deficytowym. Niestety czyszczenie niewiele pomogło i nie nadają się do normalnego użytkowania, pomyślałam więc, że taki kawałek kulinarnej historii powinnam potraktować z przymrużeniem oka. W internecie wpadły mi w oko te piękne fotografie. A nóż widelec uda mi się przynajmniej tchnąć w nie drugie życie i będą po prostu cieszyć nas jako dekoracja. Kiedy szukałam inspiracji i sposobów na wykorzystanie starego noża, czy widelca zaskoczyło mnie jak wiele szalonych pomysłów powstaje w artystycznych głowach ;) Odnowienie i zmiana koloru? No jasne! Łyżeczki w ramce na ścianie? Super! Kuchenne wieszaki z widelców? Bomba! Ale biżuteria albo podstawa pod lampę z całego serwisu obiadowego? Na to bym nie wpadła ;)

via BelloDecor 

Ponieważ mój nowy-stary nabytek nadaje się do wszystkich wymienionych wyżej celów, poza zwykłym użytkowaniem, postanowiłam w końcu zebrać się i poszukać czegoś odpowiedniego. Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem kupna nowego kompletu. Z okazji ślubu otrzymaliśmy w prezencie piękne sztućce Gerlach z serii Antica. Minęło prawie dziesięć lat i pomimo częstego użytkowania i mycia w zmywarce nie straciły swojego uroku. Chciałabym jednak odłożyć ten złocony zestaw na specjalne okazje, a do codziennego używania kupić coś nowego. Jakiś czas temu na półkach kuchennych zagościły nowoczesne, proste w formie talerze i w takim stylu widziałabym dodatki. Mój wybór padł na komplet Vigra. Srebrne i bez zbędnych zdobień. Idealnie pasowałyby do naszego czarno-białego zestawu obiadowego. Na szczęście zbliża się dobra okazja i będę mogła pozwolić sobie na większym wydatek bez wyrzutów sumienia- w końcu kto powiedział, że gwiazdkowe prezenty może przynosić tylko Mikołaj? ;)


La Table d'Arc

via BelloDecor 

via BelloDecor 

via BelloDecor 

via BelloDecor 

via BelloDecor 

17 listopada 2014

CHORY BLOG, CHORA JA

Dopadło mnie późne jesienne przeziębienie, które od kilku dni mentalnie i fizycznie wyłącza mnie z obiegu. Obowiązki służbowe wygoniły mnie rano z łóżka, ale dziś nadaję się jedynie do wciśnięcia pod koc i ululania. Niestety, mam wrażenie, że to samo spotkało ostatnio bloggera i google+: kilka dni temu z mojej wirtualnej przestrzeni zniknęła spora część blogowych zdjęć. Niestety do tej pory nie udało mi się ich odzyskać i strona w niektórych miejsca świeci pustkami. Może ktoś z Was miałby jakąś pomocną radę?


Mam nadzieję, że stan niemocy wkrótce minie, a Wy trzymacie się dzielnie. Machając chusteczką życzę Wam udanego tygodnia.

15 listopada 2014

H&M HOME

Niestety w stolicy Podlasia H&M nie wpadł na pomysł, że warto przynajmniej w jednym ze swoich dwóch sklepów otworzyć dział DOM. Ubolewam, ponieważ wiele z ich produktów jest sprzedawanych w naprawdę fajnych cenach, a design odpowiada mojemu gustowi. Ponieważ od czasu skończenia specjalizacji wolny czas spędzam przede wszystkim na łonie natury, mało mam okazji, żeby odwiedzić najbliższy warszawski sklep H&M HOME. Może kiedyś doczekamy sklepu internetowego? Póki co zachwycam się różnymi detalami online i robię długą listę zakupów na "kiedyś". 













13 listopada 2014

POTEM HRABI

Na początku był POTEM (nie mylić z totemem, chociaż z chaosem, który podobno zapoczątkował wszystko już bardziej). A potem był HRABI (tu nie sposób pomylić z czymkolwiek, no chyba, że komuś, tak jak mnie nazwa kojarzy się z żukiem- no wiem! te moje dziwactwa...). 

Tu czuję się zobowiązana do małego wyjaśnienie tytułem wstępu, gdyż w dobie wszechobecnych zdjęć z rąsi, relacji z produkcji rozmemłanej owsianki i lustrzanych fotografii rajtuzów z torebką, wciąż czuję się nieswojo zarzucając Was prywatnymi zdjęciami. Bo przecież nie ja, a piękne rzeczy, są bohaterami tej strony. Mimo to kilka lat blogowego życia spowodowało, że w tym miejscu dzielę się z Wami mniejszymi i większymi radościami, jakie mnie spotykają. A spotkanie żeńskiej legendy sceny kabaretowej w osobie Joanny Kołaczkowskiej oraz męskiego protoplastusia specyficznej formy żartu - Dariusza Kamysa, to jest zdecydowanie wydarzenie na miarę emocjonalnego trzęsienia ziemi!


Jako typowy przedstawiciel pokolenia, którego bruzdy mózgowe nabierały odpowiedniego kształtu i barw w ciekawych latach 80-tych, pewnego jesiennego dnia pierwszy raz w życiu zetknęłam się z Bajkami dla potłuczonych. Już wtedy nazwisko Gałczyński nie było mi zupełnie obce, chociażby dzięki moim Rodzicom, którzy każdego lata pakowali nas do auta, wraz z psem, namiotem ważącym sześć ton i kuchenką gazową i przemierzali razem z nami Polskę, pokazując ciekawe miejsca po drodze (tu nawiązuję do Leśniczówki Pranie i Muzeum Gałczyńskiego, w którym po raz pierwszy usłyszałam o Zielonej Gęsi). Jednak dopiero Teatrzyk Zielona Gęś w wykonaniu Władysława Sikory, Joanny Kołaczkowskiej, Mirosława Gancarza, Leszka Jenka, Dariusza Kamysa i Pianisty Adama Pernala, zaszczepił we mnie absurdalne i czasem groteskowe poczucie humoru! Skecze i piosenki o Laurze i Filonie, Gżegżółce i Kominku brzmią mi gdzieś jeszcze z tyłu głowy do dnia dzisiejszego i kiedy tylko zobaczyłam, że Białystok odwiedza kabaret Hrabi, ani przez sekundę nie wahałam się z zakupem biletów! Radość ze spotkania na żywo Joanny Kołaczkowskiej jest nie do opisania. Nie jestem fanem autografów, nie pstrykam zdjęć napotkanym sławom, ani też nie traktuję ich jak chodzących pomników (nie żeby umniejszać ich dokonaniom, abe-solutnie! jestem po prostu wyznawcą teorii, że ci Znani to nie eksponaty w muzeum i nie zwierzęta w zoo, żeby w prywatnych okolicznościach rzucać się na nich z aparatami i długopisami). Jednak Joanna Kołaczkowska to jedna z dwóch wielkich OSOBOWOŚCI, które spotkane na żywo ośmieliłabym się prosić o uściśnięcie dłoni. I to właśnie zdarzyło się wczoraj, czym z niewymowną radością się z Wami dzielę. Cóż. Janusza Gajos będzie musiał poczekać jeszcze na swój post.

"Tak, że o."


12 listopada 2014

DUCH NIESPOKOJNY PRZEPROWADZIŁ SIĘ DO KUCHNI

Zamknęliśmy etap generalnych zmian w łazience i mimo, iż czeka nas jeszcze seria grubszych poprawek, to nie będę narzekała, efekt końcowy jest zadowalający. Co prawda marzę, aby mieć to już za sobą, ale ponieważ nie mogę niczego przyspieszyć, postanowiłam przenieść mojego niespokojnego ducha do... kuchni :) 

alvhemmakleri.se

W planach remontowych miałam również odmalowanie jej ścian, ale nie udało nam się to przed długim weekendem. Zawartość szafek czeka również na małą rewolucję. Po kilku latach w tym mieszkaniu zauważyłam, że kuchnia jest moim ulubionym miejscem i chociaż nie testuję każdego kulinarnego przepisu jaki wpadnie mi w ręce, to jakaś magiczna siła przyciąga mnie i spędzam tu każdą wolną chwilę, kiedy mojego męża nie ma w domu. Dlatego też moja kuchnia zmienia się, ewoluuje, wciąż ją udoskonalam tak, aby była jeszcze bardziej przyjemna i ergonomiczna w użyciu. 

Przeglądając ostatnio PINTEREST okryłam kolejne kuchnie, które z przyjemnością przeniosłabym w magiczny sposób do naszego domu ;) Ciekawe, czy spodobają się i Wam? Każda jest inna, ale każda oczarowała mnie jakiś detalem, który idealnie pasuje do całości. 











Poza tym wciąż zachwycam się nową książką Davida Lebovitza Moja kuchnia w Paryżu. Chyba pod jej wpływem w mojej zdjęciowej kuchennej kolekcji pojawiły się również kuchnie pełne przeróżnych pięknych akcesoriów, w tym miedzianych garnków, rondelków i patelni. Detale czynią ten klimat niepowtarzalnym :)













Zdjęcia via pinterest.

29 października 2014

ŚWIAT MOIMI OCZAMI

To jak patrzę na ten świat zawdzięczam moim Rodzicom. I ten świat nie jest ani różowy, ani szary, ale mój. Dzięki mojej Mamie dostrzegam wszystko co inspirujące, bo to ona miała zawsze oko do pięknych i oryginalnych rzeczy. Poza tym jej charyzmatyczna osobowość, ciekawość świata i zamiłowanie do podróży, przez całe życie karmiły mojego niespokojnego ducha, poszerzały moje horyzonty i przesuwały niewidzialne granice. Mój Tato podarował mi za to w prezencie miłość do natury i wszystkich żyjątek, a w szczególności do psów. Jego wrażliwość i idee, które towarzyszą mu całe życie, czasem na granicy zdrowego rozsądku, stanowią o tym co w nim najlepsze. Od dziecka obserwując jego pracę świadomie podjęłam decyzję, aby zostać lekarzem weterynarii i chociaż nasze drogi zawodowe nie biegną tuż obok siebie, to zawsze będzie dla mnie wzorem.

Moi Rodzice kochają życie, siebie i ludzi. Dzięki Mamie dostrzegam piękne rzeczy i ten wspaniały świat staram się czasem uchwycić, wzorem mojego Taty, który nieświadomie zaraził mnie miłością do muzyki i fotografii. Nigdy ich nie dopędzę w ich niedoskonałej doskonałości, ale niech tak zostanie 





















To w końcu moje życie :)
I na koniec, coś co kojarzy mi się z dzieciństwem, kiedy Tato sadzał mnie w fotelu, zakładał na uszy słuchawki a z adaptera stojącego nad głową puszczał płytę Pink Floyd. To było naprawdę udane dzieciństwo!  ♥