26 sierpnia 2014

GONITWA MYŚLI, KTÓRA ZAGONIŁA MNIE WPROST DO...

Łazienki! Oszalałam z nadmiaru ozdób, które widzę oczami wyobraźni w naszej nowej łazience. Na razie największym wyzwaniem jest znalezienie dobrej ekipy, która wykona remont, ale mam wielką nadzieję, że do końca tygodnia uda nam się zaklepać termin :)


Póki co odhaczam kolejne zakupy rzeczy najpotrzebniejszych i do nich mogę zaliczyć płytki podłogowe. Nareszcie! Za to resztkami sił pohamowałam się dziś przed zamówieniem przepięknych dodatków, które obiecałam sobie nabywać dopiero po umyciu ostatniej nowiusiej płytki ;)




Wszystkie trzy rzeczy pochodzą ze sklepu House Shop.

21 sierpnia 2014

PO PROSTU LUBIĘ TO!

Czasami do mojej skrzynki pocztowej wpadają wiadomości, które przechodzą bez echa. Jednak wiadomość jaką dostałam będąc jeszcze gdzieś na Bałkanach i zdjęcia jakie zobaczyłam nie pozostawiły wątpliwości, że perełki czasem znajdują się przypadkiem i podzielę się nimi na blogu z czystej chęci utrwalenia po prostu pięknych rzeczy.

Uwielbiam! Cóż mogę więcej napisać? Że wnętrza w moim stylu? Że ze smakiem i charakterem? Że sama chciałabym pójść do nich po projekt czekającej właśnie na remont łazienki, gdyby tylko projektowali, a nie chwytali chwile w obiektywie aparatu? Lubię, podoba mi się, cieszę oko i czerpię radość- po prostu obejrzyjcie wnętrze widziane oczami BLACK OAK. Foto z najwyższej półki!




























20 sierpnia 2014

SKLEP Z PIĘKNYMI RZECZAMI

La Petite Peach to miejsce dla dzieci i rodziców- pracownia oferująca niebanalne ozdoby, ubrania, kosmetyki i biżuterię. Urzekająca swoim wnętrzem oraz pięknymi produktami, które oferuje. Niezmiennie zachwycam się jasnymi i prostymi wnętrzami :)

















18 sierpnia 2014

MOTOCYKLEM DO CZARNOGÓRY cz. I



Znamy się już tak dobrze, że nie będzie dla Was zaskoczeniem moja fascynacja motocyklami. Ubiegłe wakacje spędziliśmy na podróżowaniu przez Europę ku nadmorskiej Francji klik i klik, za to w tym roku postanowiliśmy wyruszyć wschodnim brzegiem Adriatyku ku dalekiej Czarnogórze. Kiedy zimą obmyślaliśmy pierwsze nieśmiałe plany, nie sądziłam, że w ostatnich tygodniach powodzenie wyprawy zawiśnie na włosku. Jednak szczęście nam sprzyjało i w lipcu wyruszyliśmy w drogę.


Kilka technicznych szczegółów? Nasza Honda VTX 1800 przejechała w towarzystwie Moto Guzzi Breva 850 osiem krajów i lekko licząc cztery tysiące kilometrów. Po drodze zaopatrywaliśmy się w winiety w Austrii, Słowenii i na Węgrzech, na chorwackich autostradach opłacaliśmy myto za przejazdy, a raz nawet wnieśliśmy trudną do odgadnięcia opłatę tuż przed przejściem granicznym z Czarnogórą. Pan w budce nie potrafił nam wyjaśnić za co płacimy 1,50 euro, a ponieważ kwota nie zwalała z nóg, więc nie dociekaliśmy ;). 

Pierwszy etap podróży prowadził przez Polskę, Czechy i Austrię ku przepięknej Słowenii. Nie pomnę ile burz i ulew zaliczyliśmy po drodze, ale radość z dotarcia do Postojnej i czar Jaskiń Szkocjańskich wynagrodził nam kilka mokrych dni. Nie będę rozpisywała się za dużo, zdjęcia opowiedzą tę historię dużo lepiej.

Ostrava była miejscem, które będziemy wspominać z radością. Nie same knedliczki i tmavy Staropramen rozczuliły nas najbardziej, ale ludzie, których tam spotkaliśmy, ich sposób bycia i serdeczność, które zaskoczyły nas niesamowicie.

Popołudniem, po rozpakowaniu sprzętów pojechaliśmy odwiedzić centrum Wiednia. Nigdy nie przypuszczałabym, że w tak krótkim czasie odwiedzimy go tyle razy. Wciąż jednak pozostaje niedosyt...

Tu z ogromną radością dziękuję Mariuszowi, z którym odbyliśmy podróż za wiele pięknych zdjęć i cudownie spędzony czas! To prawdziwa radość mieć takich kompanów!

Nawet najdłuższe trasy są prawdziwą przyjemnością w dobrym towarzystwie, kiedy jednak burza chlusta wiadrami wody w kask, a wicher ściąga sprzęty z drogi, ostatnie 20 kilometrów do celu zdaje się nie mieć końca :)

Wiedeńskie tęcze zachwyciły nas. Dopiero dużo później przekonaliśmy się, że ich pojawienie się na niebie będzie zapowiedzią czekającej nas w trasie burzy ;)

Dzielnie stałam na straży pałacu Schonbrunn- może następnym razem spędzimy tam dostatecznie dużo czasu, aby nasycić się pięknem otaczających ogrodów i poznać każdy kąt tego niesamowitego miejsca.

Klucząc ulicami Wiednia w poszukiwaniu najstarszej dzielnicy miasta Innere Stadt, dzięki przypadkowi i miłemu panu, trafiliśmy na  jedną z najstarszych ulic Wiednia.

Guten Appetit!

Wiedeń

Wiedeń

Wiedeń

Wiedeń

Wiedeń
Kemping Pivka Jama, kilka kilometrów od Postojnej był dobrze ukryty na szczycie góry, głęboko w lesie. Uciekając z Austrii przed deszczem nawet nie myśleliśmy o rozbiciu namiotów- na nasze szczęście Pivka Jama miała dla nas przyjemny domek, w którym czekał gorący piecyk i wygodne łóżka. Wysuszeni i wyspani następnego dnia wyruszyliśmy na zwiedzanie Jaskiń i Szkocjańskich. Moja rada- domek warto zarezerwować nawet przez serwis booking.com- cena spada o ponad 10 euro ;)

Jaskinie Szkocjańskie- Słowenia. Tego się nie da opisać. Ich piękno trzeba docenić przemierzając kilometry podziemnych ścieżek i tras wokół szczytów. 

Via National Geographic- niestety w całej podziemnej części trasy obowiązuje bezwzględny zakaz fotografowania.

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Wiszące ciężko powietrze zapowiadało wyjazd z Postojnej w deszczu. Próbując oszukać przeznaczenie postanowiliśmy zjeść obiad przed wyruszeniem w dalszą trasę na południe. 

Pałaszowaliśmy przepyszną mesną platę nie wiedząc, że będzie to najczęstsze danie obiadowe tego wyjazdu :) Delektowaliśmy tymi specjałami, a deszcz padał i padał i padał i...

Jakieś dwie kawy później podziwialiśmy już odprowadzające nas ku morzu Góry Dynarskie.

Niebo przed nami przybierało wszystkie odcienie granatu, co w zestawieniu z soczystą zielenią i pojedynczymi promieniami słońca za nami dawało przepiękny widok.

Ku Chorwacji...

Maleńkie jasne plamy nieba zazwyczaj były tuż za nami...

Trasa nie schła, a my pędziliśmy :)

Słowenia

Słowenia

Deszcz podczas jazdy motocyklem jest paskudnym doświadczenie, ale jazda na dwóch kółkach i mijanie kilometrowych kolejek przed granicą z Chorwacją były czystą przyjemnością ;)

Choć tego dnia mieliśmy do przejechania zaledwie 120 km, z wielką radością podziwialiśmy długo oczekiwane wybrzeże chorwackie. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że deszcze z jakimi zmierzyliśmy się w Polsce, Austrii i Słowenii nie będą ostatnimi, a hasło reklamowe witajcie w słonecznej Chorwacji jest bardzo na wyrost.



Bezpiecznie i cało znaleźliśmy nocleg w Novi Vinodolski. Po pierwszej kąpieli w morzu i kolacji zakończyliśmy ten długi dzień winem pod gołym niebem. Komary i zapach morskiej bryzy wzięliśmy za dobry znak i z nadzieją oczekiwaliśmy kolejnego dnia w słonecznej (?) Chorwacji.