MOTOCYKLEM DO CZARNOGÓRY cz. II

By Ola Lewczuk - 3/10/2015



Witajcie w "naszej" Chorwacji.

Czas płynie nieubłaganie i dopiero perspektywa kolejnego wyjazdu zmobilizowała mnie do opisania kolejnego etapu naszej motocyklowej podróży 2014. W pierwszej części, o której pisałam tu, przemierzając kolejno Polskę, Czechy, Austrię i Słowenię, dotarliśmy do wybrzeża Adriatyku. Teraz zapraszam Was do Chorwacji, która była dla nas bardzo niełaskawa i nie szczędziła nam burz i wichrów. Udało mi się szczęśliwie wgrać wybrane zdjęcia i jeśli macie ochotę obejrzeć je w powiększeniu, po prostu kliknijcie, a wtedy w galeria przeniesie Was do odpowiedniego rozmiaru :) 

Pierwszym większym miastem na naszej drodze do Kotoru był Zadar. Deszczowe chmury lekko czaiły się nad miastem, kiedy po zainstalowaniu się w pokojach, wybraliśmy się na wieczorne zwiedzanie. 

Wybrzeże w Zadarze pomimo granatu na niebie było jednym z piękniejszych miejsc, które zobaczyłam w chorwackich miastach. Wodne organy, na których fale wygrywały cudowne dźwięki, przepiękne stare miasto, kamienne ulice, czerwone dachy i ruiny rzymskich budowli. Historia, która jest na wyciągnięcie ręki i kontrastuje z licznymi straganami, na których można kupić lokalne nalewki, piękne szklane witraże i całą masę innych bibelotów.


Siedziałam niczym zahipnotyzowana, słuchając tej magicznej gry. 

Zadar

Zadar

Jednym z uroków starych miast są niespodzianki, takie jak ta- galerie do których wpadasz wybiegając zza rogu. 

Taki trochę mój konik- chwytanie w obiektywie drzwi- różnych. Starych, nowych, po prostu pięknych.

A gdzieś w górze, kilka pięter nad innymi drzwiami...

Następnego dnia próbowaliśmy podczas śniadania zaklinać pogodę, jednak droga do Splitu okazała się równie piękna co... mokra! To był ten moment, kiedy próbowaliśmy radykalnie zmienić nasz cel podróży i odbić na zachód, ku włoskiemu wybrzeżu. Z perspektywy czasu mogę napisać- mieliśmy szczęście, że prognoza pogody w Wenecji była równie podła- tym sposobem postanowiliśmy zaryzykować podróż na południe i dzięki temu poznaliśmy wschodnie wybrzeże Adriatyku.

A teraz jeszcze raz rzućcie okiem na poprzednie zdjęcie. Jest zrobione dokładnie w tym samym miejscu- zrobiliśmy krótką przerwę na rozprostowanie kości i podziwianie widoków. W ciągu dosłownie 10 minut widok zmienił się diametralnie. Na pierwszym zdjęciu na dalszym planie widać wyspy, statki, daleką perspektywę. Na zdjęciu które zrobiłam chłopakom kilka minut później widać pędzącą w naszym kierunku burzę, która chmurami zakryła cały krajobraz. Gwoli wyjaśnienia- nie udało nam się jej uciec ;)

Dokładnie namoczonych i wypranych powitał słońcem Split i Strobec. Mogę szczerze przyznać, że kolejne trzy dni były naprawdę wspaniałe. Zamiast na pole namiotowe, trafiliśmy do bardzo przyjemnej kwatery, której właściciel akurat miał trzydniową lukę. Również w Strobecu przytrafiło nam się jedno z najbardziej zaskakujących spotkań- zupełnie niespodziewanie wpadliśmy na naszych przyjaciół, którzy byli świadkami na naszym ślubie! :) 

Strobec w słońcu i chmurach.

I to zjawiskowe niebo, które wciąż nie mogło się zdecydować na pogodę.


Wysuszeni, wyspani i zrelaksowani następnego dnia zwiedzaliśmy Split. To było zdecydowanie najpiękniejsze miasto Chorwacji jakie widziałam. Nawet imponujące mury Dubrownika nie zdeklasowały w tym rankingu Splitu.

Wąskie uliczki starego Splitu, to klimat, który uwielbiam.

Split

Nasze skromne plażowanie i moje skromne skarby. Poznajcie moją kolejną pasję- zwożenie kamieni z całego świata! :D Z każdej podróży targam różne skałki, kamyki, a czasem nawet... małe głazy ;)

Nie nacieszyliśmy się zbyt długim plażowaniem- sunshine Cro? I don't think so!

Jeden z wielu magnetyzujących widoków nieba po burzy.


My mamy winogronowe dachy, chorwackie są utkane z kiworośli :)

I granatowych ścian :)

Niestety, były jeszcze niedojrzałe, więc zrywanie owoców z balkonu przypadło w udziale późniejszym mieszkańcom :)

A kuku!

Nasze mieszkanie w Strobecu miało mały taras z widokiem na morze. Śniadanie i poranna kawa w takim otoczeniu były naprawdę miłą odmianą.

Split

Split

Split


Split

I to co oboje uwielbiamy- wieże ukazujące panoramę miasta.

Split

Nie zapytałam o cenę pokoju. Mogłabym paść na zawał ;)

A z tak pięknego sklepu mogłabym wytachać połowę rzeczy. Szczęście, że motocyklowe torby są dość poważnym ograniczeniem w nabywaniu pamiątek ;)

Split

Gumowy sklep. Wyszliśmy z niego obładowani słodyczami na cały dzień! Tenisowe gumy do życia chwilę później zakleiły nam paszcze :)

Upał! Na to czekaliśmy od początku!

Gdzieś pomiędzy niebieską żelową żmiją, a tenisową łamiszczęką :)

Split

Port w Splicie i widok na budynki otaczające stare miasto.

To naprawdę jeden z nielicznych dni, kiedy wierzyliśmy, że Chorwacja jest słonecznym, nadmorskim krajem :)

Leżałam na ławce i miałam nadzieję, że to słońce będzie towarzyszyć nam do samego końca...

Split

Split

Split

Czy pisałam Wam kiedyś, że mój dziadek był marynarzem? Pomimo, iż nie jesteśmy ze sobą blisko, w każdym porcie myślami wracam do rodzinnych historii.

Split

My też mieliśmy piękne miejsce do plażowania :)

Bo czy może być coś piękniejszego? Las, woda i skały.


To już lazur, czy zwykła zieleń?

Lampa! Nie mogłam oderwać oczu!

Kolejne cudowne miejsce w Splicie.

Wieczorne zwiedzanie zakończyliśmy na targu. Obładowani zakupami wracaliśmy zmęczeni i uradowani do domu. Nigdy w życiu nie jadłam tak cudownie dojrzałych i słodkich fig...

Na nasz taras zaprosiliśmy spotkanych w Chorwacji przyjaciół. Przy winie i zachodzie słońca wspominaliśmy wspólnie spędzony czas.

Strobec przywitał nas i pożegnał cudownym słońcem.

Odprowadzał nas tym pięknym niebem do samego Dubrownika.

Do zobaczenia!

  • Share:

You Might Also Like

5 komentarzy

  1. W głowie zostają najpiękniejsze wspomnienia, a pod powiekami najpiękniejsze widoki i niepostrzeżenie rodzi się ochota na jeszcze :) Piękna przygoda! Życzę kolejnych (z mniejszą porcją deszczu)!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow zazdroszczę takiej wyprawy :). Ale dziękuję za relację i boskie zdjęcia!
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Moi znajomi również wybrali się w podobną podróż i powtarzają ją raz w roku. Mają masę fajnych doświadczeń i tyle samo zdjęć, o samej satysfakcji pokonania wielu, wielu kilometrów nie wspominając... :)

    OdpowiedzUsuń