MOTOCYKLEM DO CZARNOGÓRY cz. I

By Ola Lewczuk - 8/18/2014



Znamy się już tak dobrze, że nie będzie dla Was zaskoczeniem moja fascynacja motocyklami. Ubiegłe wakacje spędziliśmy na podróżowaniu przez Europę ku nadmorskiej Francji klik i klik, za to w tym roku postanowiliśmy wyruszyć wschodnim brzegiem Adriatyku ku dalekiej Czarnogórze. Kiedy zimą obmyślaliśmy pierwsze nieśmiałe plany, nie sądziłam, że w ostatnich tygodniach powodzenie wyprawy zawiśnie na włosku. Jednak szczęście nam sprzyjało i w lipcu wyruszyliśmy w drogę.


Kilka technicznych szczegółów? Nasza Honda VTX 1800 przejechała w towarzystwie Moto Guzzi Breva 850 osiem krajów i lekko licząc cztery tysiące kilometrów. Po drodze zaopatrywaliśmy się w winiety w Austrii, Słowenii i na Węgrzech, na chorwackich autostradach opłacaliśmy myto za przejazdy, a raz nawet wnieśliśmy trudną do odgadnięcia opłatę tuż przed przejściem granicznym z Czarnogórą. Pan w budce nie potrafił nam wyjaśnić za co płacimy 1,50 euro, a ponieważ kwota nie zwalała z nóg, więc nie dociekaliśmy ;). 

Pierwszy etap podróży prowadził przez Polskę, Czechy i Austrię ku przepięknej Słowenii. Nie pomnę ile burz i ulew zaliczyliśmy po drodze, ale radość z dotarcia do Postojnej i czar Jaskiń Szkocjańskich wynagrodził nam kilka mokrych dni. Nie będę rozpisywała się za dużo, zdjęcia opowiedzą tę historię dużo lepiej.

Ostrava była miejscem, które będziemy wspominać z radością. Nie same knedliczki i tmavy Staropramen rozczuliły nas najbardziej, ale ludzie, których tam spotkaliśmy, ich sposób bycia i serdeczność, które zaskoczyły nas niesamowicie.

Popołudniem, po rozpakowaniu sprzętów pojechaliśmy odwiedzić centrum Wiednia. Nigdy nie przypuszczałabym, że w tak krótkim czasie odwiedzimy go tyle razy. Wciąż jednak pozostaje niedosyt...

Tu z ogromną radością dziękuję Mariuszowi, z którym odbyliśmy podróż za wiele pięknych zdjęć i cudownie spędzony czas! To prawdziwa radość mieć takich kompanów!

Nawet najdłuższe trasy są prawdziwą przyjemnością w dobrym towarzystwie, kiedy jednak burza chlusta wiadrami wody w kask, a wicher ściąga sprzęty z drogi, ostatnie 20 kilometrów do celu zdaje się nie mieć końca :)

Wiedeńskie tęcze zachwyciły nas. Dopiero dużo później przekonaliśmy się, że ich pojawienie się na niebie będzie zapowiedzią czekającej nas w trasie burzy ;)

Dzielnie stałam na straży pałacu Schonbrunn- może następnym razem spędzimy tam dostatecznie dużo czasu, aby nasycić się pięknem otaczających ogrodów i poznać każdy kąt tego niesamowitego miejsca.

Klucząc ulicami Wiednia w poszukiwaniu centrum, dzięki przypadkowi i miłemu panu, trafiliśmy na  jedną z najstarszych ulic Wiednia w najstarszej dzielnicy miasta Innere Stadt.

Guten Appetit!

Wiedeń

Wiedeń

Wiedeń

Wiedeń

Wiedeń
Kemping Pivka Jama, kilka kilometrów od Postojnej był dobrze ukryty na szczycie góry, głęboko w lesie. Uciekając z Austrii przed deszczem nawet nie myśleliśmy o rozbiciu namiotów- na nasze szczęście Pivka Jama miała dla nas przyjemny domek, w którym czekał gorący piecyk i wygodne łóżka. Wysuszeni i wyspani następnego dnia wyruszyliśmy na zwiedzanie Jaskiń i Szkocjańskich. Moja rada- domek warto zarezerwować nawet przez serwis booking.com- cena spada o ponad 10 euro ;)

Jaskinie Szkocjańskie- Słowenia. Tego się nie da opisać. Ich piękno trzeba docenić przemierzając kilometry podziemnych ścieżek i tras wokół szczytów. 

Via National Geographic- niestety w całej podziemnej części trasy obowiązuje bezwzględny zakaz fotografowania.

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Park krajobrazowy- Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Jaskinie Szkocjańskie Słowenia

Wiszące ciężko powietrze zapowiadało wyjazd z Postojnej w deszczu. Próbując oszukać przeznaczenie postanowiliśmy zjeść obiad przed wyruszeniem w dalszą trasę na południe. 

Pałaszowaliśmy przepyszną mesną platę nie wiedząc, że będzie to najczęstsze danie obiadowe tego wyjazdu :) Delektowaliśmy tymi specjałami, a deszcz padał i padał i padał i...

Jakieś dwie kawy później podziwialiśmy już odprowadzające nas ku morzu Góry Dynarskie.

Niebo przed nami przybierało wszystkie odcienie granatu, co w zestawieniu z soczystą zielenią i pojedynczymi promieniami słońca za nami dawało przepiękny widok.

Ku Chorwacji...

Maleńkie jasne plamy nieba zazwyczaj były tuż za nami...

Trasa nie schła, a my pędziliśmy :)

Słowenia

Słowenia

Deszcz podczas jazdy motocyklem jest paskudnym doświadczenie, ale jazda na dwóch kółkach i mijanie kilometrowych kolejek przed granicą z Chorwacją były czystą przyjemnością ;)

Choć tego dnia mieliśmy do przejechania zaledwie 120 km, z wielką radością podziwialiśmy długo oczekiwane wybrzeże chorwackie. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że deszcze z jakimi zmierzyliśmy się w Polsce, Austrii i Słowenii nie będą ostatnimi, a hasło reklamowe witajcie w słonecznej Chorwacji jest bardzo na wyrost.



Bezpiecznie i cało znaleźliśmy nocleg w Novi Vinodolski. Po pierwszej kąpieli w morzu i kolacji zakończyliśmy ten długi dzień winem pod gołym niebem. Komary i zapach morskiej bryzy wzięliśmy za dobry znak i z nadzieją oczekiwaliśmy kolejnego dnia w słonecznej (?) Chorwacji.






  • Share:

You Might Also Like

2 komentarzy